SeriaOd statusu do rezultatuCzęść 2 z 2

Jak odzyskać kontrolę nad procesami w firmie

  1. Raport pokazuje porządek. Dlaczego firma odkrywa problem dopiero po fakcie?
  2. Zespół działa szybko. Dlaczego klient nadal czeka?

Zespół działa szybko. Dlaczego klient nadal czeka?

Zamówienie przechodzi przez kilka działów. Każdy wykonuje swoje zadania sprawnie, a klient i tak otrzymuje rezultat po kilku dniach. Powodem może być nie czas samej pracy, lecz przerwy między czynnościami: oczekiwanie na wolny termin, decyzję, dostawę albo zakończenie innego etapu.

To ważne przy wyborze usprawnień. Automatyzacja zadania, które trwa 20 minut, może ograniczyć pracochłonność. Jeśli jednak zamówienie później czeka dwa dni na rozpoczęcie następnego etapu, termin dostawy może pozostać bez zmian. Dla firmy oznacza to różnicę między poprawą wydajności jednego działu a poprawą terminu, który może obiecać klientowi.

Dwa czasy, które warto rozdzielić

Pierwszy to pełny czas realizacji widziany przez klienta: od złożenia zamówienia do otrzymania rezultatu. Drugi obejmuje okres od chwili, gdy firma ma komplet informacji potrzebnych do rozpoczęcia działań, do dostarczenia rezultatu. To rozróżnienie pomaga oddzielić oczekiwanie przed rozpoczęciem realizacji, ale nie oznacza, że wszystkie późniejsze opóźnienia zależą od firmy.

Do obu pomiarów trzeba podchodzić ostrożnie. Jeżeli zamówienie czeka na odpowiedź klienta, ten czas nadal wpływa na termin dostawy. W analizie należy go oznaczyć, a nie po prostu usunąć. Podobnie nie można przyjąć, że czas od otwarcia do zamknięcia zadania w systemie oznacza tyle samo co aktywna praca nad nim. Status w systemie, jak pokazała poprzednia część, nie mówi wszystkiego o tym, co naprawdę się działo.

Najdłuższa przerwa nie zawsze opóźnia klienta

Rozważmy prosty, modelowy przebieg zamówienia. Dwie niezależne części realizacji, A i B, rozpoczynają się równolegle. W części A występują dwa dni oczekiwania, ale cała część kończy się trzeciego dnia. Część B kończy się czwartego dnia. Zamówienie jest gotowe dopiero wtedy, gdy zakończą się obie części.

Usunięcie całego dwudniowego oczekiwania w A nie zmieni terminu dostawy. Firma nadal musi poczekać do czwartego dnia na B. Taka zmiana może mieć inne zalety, na przykład stworzyć większą rezerwę na zakłócenia, ale sama w sobie nie skróci tego zamówienia.

Modelowy przebieg zamówienia z dwiema równoległymi częściami. Część A ma dwa dni oczekiwania i kończy się trzeciego dnia, część B kończy się czwartego dnia. Usunięcie oczekiwania w A nie zmienia terminu, skrócenie B o jeden dzień przyspiesza całe zamówienie

Inaczej będzie, jeśli uda się skrócić B z czterech do trzech dni. Przy niezmienionym przebiegu A obie części zakończą się wtedy trzeciego dnia i o dzień wcześniej będzie można zamknąć całe zamówienie. Ten model nie przesądza, czy skrócenie B jest wykonalne ani opłacalne. Pokazuje, jakiego wpływu na termin trzeba szukać przed podjęciem decyzji.

Dlatego najdłuższe oczekiwanie jest wskazówką do analizy, a nie automatycznie najlepszym miejscem inwestycji. W różnych rodzajach zamówień zależności między etapami mogą wyglądać inaczej.

Skąd biorą się przerwy między czynnościami?

Podobnie wyglądające okresy oczekiwania mogą wymagać zupełnie innych działań. Badania nad czasem oczekiwania w procesach biznesowych rozróżniają między innymi gromadzenie pracy w partie, konkurencję o dostępne zasoby, priorytetyzację oraz niedostępność zasobu.

Jeżeli sprawy stoją w kolejce, warto sprawdzić obciążenie zespołu i jego zdolność obsługi. Jeśli zamówienia są przekazywane dalej tylko raz dziennie, problemem może być harmonogram, a nie wydajność pracowników. Gdy rozpoczęcie kolejnego kroku zależy od dostawcy lub klienta, potrzebne może być wcześniejsze uzgodnienie terminu albo lepsza organizacja współpracy.

Są też przerwy uzasadnione wymaganiami procesu, na przykład obowiązkową kontrolą jakości. Jej celem nie jest spowalnianie realizacji, lecz spełnienie warunku bezpiecznego zakończenia. Z kolei poprawki i powtórne wykonanie pracy mogą oznaczać, że należy usunąć przyczynę błędów, zamiast przyspieszać samo sprawdzanie dokumentów.

Wniosek jest praktyczny: najpierw trzeba nazwać przyczynę czasu, a następnie ocenić, czy jej zmiana przyspieszy zakończenie całej sprawy.

Jak znaleźć zmianę, która rzeczywiście skróci termin?

Na początek nie jest potrzebna nowa platforma do analizy procesów. Właściciel procesu może odtworzyć w arkuszu przebieg kilkunastu lub kilkudziesięciu podobnych zamówień. To wstępna diagnoza mechanizmu, a nie reprezentatywny pomiar całej firmy.

Dobrze sprawdza się mapa czasu i wpływu na termin w czterech krokach.

1. Ustal początek i koniec z perspektywy klienta. Zapisz moment złożenia zamówienia i moment faktycznego dostarczenia rezultatu. Osobno oznacz chwilę, gdy firma mogła rozpocząć realizację na podstawie kompletnych informacji. Nie zastępuj terminu dla klienta czasem pracy jednego zespołu.

2. Odtwórz przebieg porównywalnych spraw. Wybierz zamówienia jednego rodzaju, które wpłynęły w określonym okresie. Zaznacz pracę, oczekiwanie, poprawki i etapy równoległe. Sprawdź także najstarsze sprawy nadal otwarte, bo analizowanie tylko zakończonych może ukryć te, które trwają najdłużej. Jeśli rzeczywisty czas aktywnej pracy jest nieznany, nie wyliczaj go z samych statusów w systemie.

3. Sprawdź, co przesuwa moment zakończenia. Dla istotnych przerw ustal przyczynę, jej powtarzalność i wpływ na całą realizację. Zadaj pytanie: gdybyśmy skrócili ten odcinek, czy klient dostałby rezultat wcześniej? Przy pracy równoległej uwzględnij pozostałe etapy. Odpowiedź jest na tym etapie hipotezą do sprawdzenia, nie pewnym wynikiem symulacji.

4. Wybierz jeden mały test. Zależnie od przyczyny może to być częstsze przekazywanie zamówień, zmiana harmonogramu, inne zasady priorytetów, dodatkowa zdolność obsługi, integracja systemów albo automatyzacja konkretnej czynności. Wskaż właściciela testu i sposób porównania wyników przed zmianą oraz po niej. Porównuj sprawy podobnego typu i uwzględnij różnice w obciążeniu.

Mapa czasu i wpływu na termin w czterech krokach: początek i koniec z perspektywy klienta, przebieg porównywalnych spraw, co przesuwa moment zakończenia, jeden mały test. Wstępna diagnoza w arkuszu, nie pomiar całej firmy

Co konkretnie powinien otrzymać zarząd?

Efektem takiej diagnozy powinna być krótka informacja umożliwiająca podjęcie decyzji: jakie sprawy przeanalizowano, co wydłużało ich zakończenie, na jakiej podstawie tak uznano, co proponujemy zmienić, kto odpowiada za test i po czym poznamy rezultat.

Przykładowy, hipotetyczny wniosek mógłby wyglądać tak:

W przejrzanych zamówieniach standardowych część zleceń czekała na codzienne okno przekazania do realizacji. W analizowanych przebiegach oczekiwanie to wpływało na datę dostawy. Proponujemy przez ustalony okres przekazywać wybrane zamówienia dwa razy dziennie. Za test odpowiada właściciel procesu. Zmierzymy czas od złożenia zamówienia do dostawy, liczbę poprawek oraz zaległości na następnym etapie.

To nie jest dowód, że częstsze przekazywanie zamówień pomoże każdej firmie. To przykład wyniku, który łączy diagnozę z konkretnym działaniem i pozwala zweryfikować jego skutki.

Jeśli po zmianie pojedynczy dział pracuje szybciej, ale termin dostawy się nie poprawia, inwestycję trzeba ocenić zgodnie z jej rzeczywistym celem. Automatyzacja nadal może oszczędzać pracę, poprawiać jakość lub zwiększać liczbę obsługiwanych spraw. Nie należy jednak przedstawiać tych korzyści jako skrócenia terminu dla klienta, jeśli pomiar tego nie potwierdza.

Szybsza realizacja zaczyna się od właściwego wyboru miejsca zmiany. Liczy się nie długość najbardziej widocznej przerwy, lecz jej rzeczywisty wpływ na zakończenie zamówienia, potwierdzony wynikiem całego procesu, a nie tylko statystyką jednego działu.